Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pierwsze wywiady
#1
Powoli pojawiają się nowe wywiady z Markiem, ten dla Amazon jest całkiem ciekawy:

http://www.amazon.com/gp/mpd/permalink/m2HZFUFQBKXVKE


...może ktoś się pokusi o i przetłumaczy...

[Obrazek: macsa.gif]
Odpowiedz
#2
Słuchałem już kilka dni temu. Jak znajdę (długą) chwilę to przetłumaczę.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
Odpowiedz
#3
Ja już też sie z nim zapoznałemUśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#4
Zazdroszczę Wam. Mi (z racji angielskiego analfabetyzmu), nie zostaje nic innego jak cierpliwie czekać na profesionalne tlumaczenie w wykonaniu Cooby.
We are the sultans of swing...
Odpowiedz
#5
http://headbutler.com/music/rock/get-lucky
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#6
No właśnie ! Dlaczego tego wywiadu nie ma na dodatkowej płycie DVD w wydaniu rozszerzonym:

http://www.mark-knopfler.info/news/2009/...lucky-epk/

http://www.mark-knopfler.info/news/2009/...cky-epk-2/


Bardzo dziwne...

[Obrazek: macsa.gif]
Odpowiedz
#7
Taką pocztę uwielbiam otrzymywać. W zasadzie nic nowego jeśli chodzi o wywiady choć jest to jedno zdanie dotyczące Dawida. Dzięki Marku.

Mając 17 lat ma się jeszcze marzenia

Kultur SPIEGEL : Mając 17 lat ma się jeszcze marzenia, Przypomina je Pan sobie jeszcze?
Mark Knopfler: Tu niespodzianka! Marzyłem o karierze muzyka, myślałem jednak, że to nie ziści się nigdy. Planowałem zarabiać pieniądze jako dziennikarz, zaś muzykę traktować jak piękne hobby. W redakcji któregoś z dzienników pracował starszy brat jednego z przyjaciół, i zatroszczył się o pracę dla mnie. W szkole byłem zawsze bardzo dobry z angielskiego, ale zeszyty z moimi wypracowaniami były całe pokryte malowanymi gitarami.

Marzył Pan o gitarach?
Na okrągło.Dokładnie o jednym Fender Stratocasterze, ale mój ojciec nie mógł sobie pozwolić na jego zakup. W końcu dostałem niemiecką gitarę Höfner. Była czerwona, tańsza, i kochałem ją. Mam ją do tej pory, stoi w jednym z kątów w moim domu. W międzyczasie powstał już model Fendera – Stratocastera z moim nazwiskiem. To osobliwe, gdy marzenia stają się rzeczywistością. Innym moim chłopięcym marzeniem było zagrać razem z mymi idolami: Bobem Dylanem, The Everly Brothers i Van Morrisonem. I to się spełniło.Niesamowite.

Stosunkowo późno w wieku 28 lat rozpoczął pan swoją karierę muzyczną z zespołem Dire Straits. To zaleta czy wada ?
Generalnie startuję później, i jestem być może zbyt rozmarzony. Potrzebowałem na to dużo czasu, i tak pozostało do teraz.. Dziś rano najzwyklej zapomniałem ubrać drugą skarpetkę, bo myślami byłem gdzie indziej.Zdarza mi się zapomnieć założyć buty, lub coś podobego.

Sukces Dire Straits zadziwił pana?
Nie, wiedziałem że moje piosenki są są szczególne, i znajdą swoją publikę. Na początku
to było kapitalne, że ludzie stoją w kolejce, by zobaczyć nas w klubie. Odwrotnie sukces światowy: ten był bardziej męczący, to był szok, i przyszło mi to trudno zaakceptować.Do tego trzeba się przyzwyczaić, gdy na ulicy wlepiają w ciebie wzrok, szczególnie kiedy się jest starszym.

Na początku w zespole grał jeszcze pana brat, David, ale odszedł po nagraniu pierwszych dwu płyt. Lepiej nie muzykować razem z rodzeństwem?
Czasem było to nieprzyjemne, ale kiedy chce się coś w życiu osiągnąć, pójść do przodu
Trzeba oddać się temu całkowicie.
Jest potrzebna pasja, poświęcenie i siła woli. To tyczy się krewnych, ale i innych ludzi.

Amerykański Magazyn „Rolling Stone” plasuje pana na 27 miejscu w rankingu najlepszych gitarzystów. Tak wysoko dochodzi się dzięki talentowi, czy poprzez ćwiczenie?
Takie zestawienia są bezsensowne, na świecie jest tysiące wspaniałych gitarzystów. Ważne jest, by znaleźć swój indywidualny styl;styl jest znakiem rozpoznawczym; to sposób, w jaki Twoje palce poruszają struny. I po to trzeba ćwiczyć do upadłego. Kiedy moi przyjaciele szli pograć w karty lub do pubu, siedziałem ze swoją gitarą i grałem tak długo, że aż przy tym zasypiałem, ale moje palce jeszcze się wtedy poruszały! John Illsley z którym założyłem Dire Straits zobaczył mnie pierwszy raz kiedy spałem z mają gitarą na brzuchu, na podłodze w pomieszczeniu do ćwiczeń.




-2-
Uchodzi pan za za gwiazdę rokową bez skandali, Zadne wybryki po narkotykach, żadnych afer z modelkami. Prawda to, że pan na scenie pije herbatę?
Na scenie lubię sięgnąć czasem po filiżankę herbaty, jednak poza sceną piję coś innego. Mocniejsze doświadczenia też zrobiłem, może pan mi wierzyć. Ale zamiast narkotyku wolę napić się czerwonego wina.

Czy korzystał pan z już z przeglądarki google (dosł czy pan już „googlował” przyp.moja)?
Nie. Ale czasem przed koncertem szukam w internecie tekstów moich piosenek, które niestety zapomniałem.To też jest z pewnością kwestia starości.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#8
Robson napisał(a):Czy korzystał pan z już z przeglądarki google (dosł czy pan już „googlował” przyp.moja)?
Nie. Ale czasem przed koncertem szukam w internecie tekstów moich piosenek, które niestety zapomniałem.To też jest z pewnością kwestia starości.
Nie no, to jest bomba! Duży uśmiechUśmiech Juz widzę MK jak przed koncertem sprawdza "jak to tam leciało" Oczko
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
Odpowiedz
#9
Ale już mu się zdarzyło np. nie pamietać czy ten utwór z "Shangri-La" czy też nieUśmiech Tak było bodajże podczas koncertu w Boothbay. Ale też trudno sie dziwić. Jest po prostu uroczy MarkUśmiech
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#10
GENIALNE! Dzięki Robert Uśmiech Szczególnie podoba mi się wypowiedź o szukaniu tekstów piosenek. Mark powinien korzystać z książeczek dołączonych do płyt bo czasem na stronach internetowych zdarzają się niezgodności :p Na koniec zsumuję to co napisali moi Poprzednicy: to urocza bomba. Oczko
We talked of looking just out of town
Now it's looking like a dream shot down
I still believe that there's somewhere for us
But now it's something that we don't discuss
And you're the best thing I ever knew
Stay with me, baby, and we'll make it to
We'll make it to



Tu można kupić moją książkę Uśmiech
Księgarnia Wydawnictwa Radwan - Aparatka
Odpowiedz
#11
Od jutra (4XI) w sprzedaży najnowszy Teraz Rock a w nim wywiad z MK.

http://www.terazrock.pl/issue.php?IssueId=82
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#12
Tu jest po niemiecku z Morgen Magazin może jakiś przekład. PleaseUśmiech Wyglada na bardzo ciekawy.

http://www.morgenweb.de/freizeit/koepfe/...41955.html

Rock: Interview mit Mark Knopfler, der im Juni 2010 wieder solo in der Mannheimer SAP Arena spielt
"Dire Straits zum Spaß? Unmöglich!"

Von unserem Mitarbeiter Marcel Anders



Live immer ein Ereignis: Mark Knopfler.

Reif, aber rastlos: Auch als ergrauter Altrocker mit 60 Jahren gibt Mark Knopfler den kreativen Tausendsassa, der nichts mehr fürchtet als Stillstand und Stagnation. Weshalb die Dire Straits im Interview mit dem "Morgen Magazin" kein Thema sind - Dinosaurier, Dudelsäcke, Glücksspiel, Finanzkrise und Selbstzweifel aber umso mehr. Im September erschien sein Album "Get Lucky", die dazugehörige Tournee startet der Sänger und Gitarrist am 23. Juni 2010 in der Mannheimer SAP Arena.

Herr Knopfler, wie haben Sie Ihren 60. Geburtstag gefeiert?

Mark Knopfler: Ziemlich unspektakulär. Einfach, weil ich nicht auf große Sachen stehe. Ich habe mit meinen Kumpels und Freunden zusammengesessen und eine Flasche Wein geköpft. Aber es gab keine Explosionen. Also ich habe nichts in die Luft gesprengt.

Wie gehen Sie mit dem Alter um - sind Sie stolz darauf, oder führt es Ihnen die eigene Halbwertszeit vor Augen?

Knopfler: Damit habe ich kein Problem. Ich meine, ich vergesse ja oft, wie alt ich bin. Und es ist auch schon vorgekommen, dass ich in den Urlaub nach Griechenland geflogen bin und meinen Geburtstag schlichtweg vergessen habe. Was aber keine große Sache ist. Das Einzige, was wichtig ist, ist, stark genug für den neuen Lebensabschnitt zu sein. Was ich mit 60 auf jeden Fall bin. Und das will ich auch von mir sagen können, wenn ich 70 werde. Ich will fürs nächste Jahrzehnt gewappnet sein. Und ich denke, das ist die beste Art, mit dem Alter umzugehen.

Deshalb auf der Bühne nur noch Wasser und Tee - und zum Interview mal ein Orangensaft? Das höchste der Gefühle?

Knopfler (lacht): Es macht mir mittlerweile einfach Spaß, mich ein bisschen um mich zu kümmern. Was übrigens für die gesamte Band gilt. Wir sind alle sehr gesundheitsbewusst. Und ich habe meine letzte Zigarette vor zwölf Jahren geraucht.

Hand aufs Herz: Fühlen Sie sich manchmal wie ein Rock-Dinosaurier - etwa wie die Riesenechse, die von einem Forscherteam nach Ihnen benannt wurde: Der Masiakasaurus Knopflerli?

Knopfler (lacht): Ich hatte ganz vergessen, was das für einer ist. Aber es bedeutet so viel wie "wütende Eidechse". Und meine Kinder hielten das für toll. Denn natürlich standen sie auf Dinosaurier - wie alle Kinder. Und wenn du so viele hast wie ich, dann musst du ziemlich oft ins Naturkundemuseum.

Und da gab es das Original zu bewundern?

Knopfler: Nein, das habe ich leider noch nirgends gesehen (lacht). Und ich weiß auch nicht wirklich viel über die Sorte, die sie nach mir benannt haben. Das muss ich zu meiner Schande gestehen.


Klicken Sie auf ein Bild, um die Großansicht zu erhalten.

Dagegen steht Ihr neues Album ganz im Zeichen des Glückspiels - mit einem Vegas-Artwork und einer Spezialedition inklusive Casinochips und Würfeln. Ist Mark Knopfler ein Zocker?

Knopfler: Ich schätze, irgendwie strebt heutzutage jeder danach, glücklich zu werden. Das ist zur regelrechten Sucht geworden. Wobei ich aber nicht so sehr an Casinos gedacht habe, sondern eher an das Leben an sich. Denn momentan können die Leute gar nicht genug Glück haben - also in unserer aktuellen politischen wie wirtschaftlichen Situation. Und deswegen ist das Glücksspiel, sprich: der Versuch, mit minimalem Einsatz große Gewinne zu erzielen, ja auch so attraktiv. Und obwohl ich selbst nicht spiele, habe ich mir eine Menge dieser Pokerspieler angesehen. Diese Las-Vegas-Tiere, die wie Heuschrecken über den Ort herfallen. Einige davon sind einfach unglaublich. Richtige irre Charaktere. Was eine starke Faszination auf mich ausübt.

Also verfolgen Sie Poker eher wegen der Spieler und nicht so sehr wegen des Spiels?

Knopfler: Ganz genau. Und was ich fast noch interessanter finde, ist, dass Spielen heutzutage keine illegale Sache mehr ist, die von irgendwelchen Kartellen oder der Mafia kontrolliert wird, sondern es ist Teil des alltäglichen Lebens. Wobei Pferderennen der größte und populärste Sport der Welt ist. Einfach, weil es immer noch wahnsinnig viele Leute gibt, die in Wettbüros gehen, auf Pferde setzen und hoffen, glücklich zu werden. Daran hat sich bei allem Fortschritt und aller Technik nichts geändert.

Ein Sinnbild unserer Ohnmacht: Der Versuch, die Krise zu meistern - mit Glück statt Kapital oder Know-how?

Knopfler: Zumindest kommt es so rüber - weil das ja boomt wie nie zuvor. Wobei da noch eine andere Komponente hineinspielt. Nämlich die ganzen Funds, die die Einkünfte aus dem Lotteriespiel nutzen, um damit öffentliche Projekte zu finanzieren. Was eine absolut groteske Vorstellung ist. Also da wird gespielt, um Sachen zu schaffen, für die sonst kein Geld da wäre.

Und wann sind Sie zum letzten Mal glücklich gewesen - um den Titel Ihres neuen Albums zu zitieren?

Knopfler: Oh, ich denke ich bin allgemein sehr glücklich. Gerade, was die Aufnahmen zu diesem Album betrifft. Also die Auswahl der richtigen Songs, das Ausarbeiten und dann die Sessions mit der Band. Das hat wunderbar funktioniert. Sprich: völlig problemlos. Und das Album an sich hat eine ausgewogene Balance. Genau wie ich selbst. Denn ich bin sehr glücklich mit dem Studio, das ich gebaut habe.

Sie meinen die British Grove Studios, die Sie im Westen Londons eingerichtet haben?

Knopfler: Richtig. Es ist ein Vergnügen, da zu arbeiten. Und ich hätte das schon vor Jahren machen sollen. Ich meine, ich bin nicht dort, wenn ich nichts aufzunehmen habe. Weshalb auch viele andere Künstler vorbeischauen, was nett ist. Und es bekommt immer mehr Auszeichnungen und Preise. Und wenn ich dort arbeite, habe ich nicht ständig das Gefühl, dass man mich bald wieder rausschmeißt, weil meine Zeit abgelaufen ist. Was ebenfalls ein großes Plus ist (lacht).

Stellt sich die Frage: Warum haben Sie den Schritt nicht schon früher gewagt?

Knopfler: Keine Frage. Aber so ist das halt bei mir: Ich bin immer 20 Jahre zu spät dran. Keine Ahnung, warum. Aber ich war nie von der schnellen Sorte. Egal, worum es geht. Fragen Sie meine Frau ... (lacht).

Gilt das auch für die immer stärkeren gälischen und keltischen Elemente in Ihrer Musik? Schließlich waren die noch nie so präsent wie auf diesem Album ...

Knopfler: Ich habe die Instrumentierung einfach ein bisschen erweitert. Etwa mit John McCusker an der Violine. Der ist zwar schon seit der letzten Tour festes Mitglied der Band, war aber noch nie mit im Studio. Und diesmal hat er Violine und Flöte gespielt. Bei einigen Stücken habe ich auch noch Phil Cunningham am Akkordeon hinzugefügt. Genau wie Michael McGoldrick, der ein phänomenaler Flötenspieler ist. Das hat die Stücke noch mehr in diese Richtung geführt.

Haben Sie keine Bedenken, dass Ihr Publikum das als zu folkloristisch empfindet?

Knopfler: Ach, wenn ich mich als Musiker, Künstler oder was auch immer nur danach richte, was den Leuten gefällt, würde ich wahrscheinlich immer noch mit den Dire Straits spielen (lacht). Dessen bin ich mir vollauf bewusst. Aber, hey, das ist Vergangenheit, und ich will nicht stehenbleiben, sondern mich weiterentwickeln. Und auch mal Dinge probieren, die vielleicht für hochgezogene Augenbrauen oder offene Münder sorgen. Warum nicht? Jede Art von Reaktion ist besser, als gar kein Feedback zu erhalten. Und - um das ein bisschen zu relativieren - ich verwende ja auch nur Flöten, keine Dudelsäcke.

Was ist der Grund für Ihre kreative Rastlosigkeit - mit neuen Alben im Zwei-Jahres-Takt?

Knopfler: Ich verfolge da keinen festen Zeitplan oder arbeite im Akkord. Das scheint einfach der Turnus zu sein, in dem ich genug Songs zusammenhabe. Wobei ich aber konstant sammle und schreibe. Ich schalte eigentlich nie groß ab. Und jedes Mal, wenn mir etwas einfällt, halte ich es sofort fest. Ganz einfach, weil ich es sonst vergessen würde.

Weshalb Sie zuweilen wie ein moderner Märchenonkel wirken, der in alten Geschichten schwelgt. Wie "Before Gas And TV" über die Zeit als es noch keine Autos, keinen Strom und kein TV gab, dafür aber mehr Familie und heile Welt. Sind Sie ein Nostalgiker?

Knopfler: Das kommt darauf an. Also, ich möchte einige Errungenschaften der modernen Technik natürlich nicht missen. Etwa, wenn sie mich in kürzester Zeit von A nach B transportieren. Oder wenn sich auf ihnen spannende Töne erzeugen lassen. Aber gleichzeitig ist da auch ein Teil von mir, der sich nach einem altmodischen Theater sehnt - nach einem Halbrund aus Sitzen, einem Publikum und jemanden, der auf der Bühne steht und einen Song singt. Das ist einfach das Elementare. Deshalb ist es auch so ermutigend, zu beobachten, dass trotz der ganzen Probleme, die die Leute heute beim Verkaufen ihrer Alben haben, das Live-Geschäft immer noch sehr gut läuft. Und die Leute wollen immer noch das Echte sehen. Was mich glücklich macht. Genau wie die Tatsache, eine Menge älterer Acts zu sehen, die immer noch dabei sind und weiterhin große Menschenmassen anlocken.

Meinen Sie Genesis, The Police oder auch Led Zeppelin?

Knopfler: Es sind eine Menge Leute, die sich wieder zusammenschließen. Und das kann ich auch nachvollziehen. Einfach, weil es sehr verlockend sein muss. Gerade, wenn du nicht mehr das Einkommen hast, an das du mal gewöhnt warst. Eben, weil die Leute halt nicht mehr so viele Platten kaufen. Deshalb steckt das Geld jetzt im Live-Spielen. Auch, wenn das für mich eher etwas ist, das ich schon immer getan habe. Jedes Mal, wenn ich ein neues Album fertig habe, gehe ich raus und spiele es. Einfach, weil ich das gerne tue. Und weil ich so daran gewöhnt bin.

Geld spielt gar keine Rolle?

Knopfler: Mittlerweile bin ich wahrscheinlich selbst in der Situation, dass ich das einfach tun muss. Und sei es nur, um mein Studio zu bezahlen (lacht). Trotzdem macht es mir immer noch Spaß. Ich meine, ich kann nicht mehr so touren, wie ich das früher mal getan habe. Also dieses Dire-Straits-Ding, das immer zu lang, zu groß und einfach viel zu viel war. Mittlerweile bin ich eher zwischen den Schulferien unterwegs - wegen der Kinder.

Wobei John Illsley Sie vor kurzem auf eine Straits-Reunion angesprochen hat - doch Sie haben abgelehnt.

Knopfler: Schon, aber ich habe ja erst vor wenigen Monaten mit John gespielt. Und zwar anlässlich seines 60. Geburtstags, den er mit einer großen Party gefeiert hat - und auf der ich ebenso eingeladen war wie die Jungs von damals. Ich muss zugeben: Es hat mir wahnsinnigen Spaß gemacht, nochmal mit der alten Band zu spielen. Keine Frage. Und ich genieße es auch, die Songs von früher zu bringen, wenn ich jetzt auf Tour gehe. Also die, die ich spiele, finde ich immer noch toll - andere dagegen nicht mehr so. "Money For Nothing" kann ich zum Beispiel nicht mehr hören. Wogegen ich "Brothers In Arms" und "Romeo And Juliet" mittlerweile sogar noch besser finde als früher. Und da gibt es noch mehr. Etwa "Sultans Of Swing".

Unter welchen Bedingungen würden Sie sich noch einmal auf die Dire Straits einlassen?

Knopfler: Die einzige Art, wie man das machen könnte - und wie ich es auch wollen würde - wäre im Rahmen einer Benefiz-Aktion. Doch selbst dann wären die Kosten, alles an den Start zu bringen, unglaublich hoch. Also für Proben, Bühne, Licht und alles andere. Dann hättest du auch gleich wieder den Druck, bestimmte Sachen spielen zu müssen, nur um das zu finanzieren.

Und einfach nur zum Spaß?

Knopfler: Nein, unmöglich! Nicht zu machen. Denn neben der ganzen Logistik ist da auch noch der Zeit-Faktor, der für mich immer wichtiger wird. Eben: Wie viel raubt mir das von dem, was ich als Nächstes machen möchte? Allein deshalb konzentriere ich mich mehr auf das, was vor mir liegt - statt nur zurückzublicken.

Morgenmagazin
29. Oktober 2009
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#13
"Poskładać życie do kupy"

Polecam bardzo dobry wywiad w najnowszym "Teraz Rock" Wiesław Weiss przepytuje Marka utwór po utworze. A poza tym w końcu recenzja nowej płyty potraktowana solidnie i obszernie. 4 gwiazdki od Pawła Brzykcy.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#14
To naprawdę ciekawy wywiad (myślę o wersji niem.) Dlatego chętnie spróbowałem go przetłumaczyć. Tak to wygląda:

DS tylko dla zabawy? Niemożliwe!

Dojrzały, ale bez odpoczynku. Również jako posiwiały, 60-cio letni stary rockowiec uchodzi Mark Knopfler za twórczy mulitalent, który niczego nie obawia się więcej niż zatrzymania w miejscu i stagnacji. Dlatego w wywiadzie dla Morgen Magazin tematem ważniejszym niż Dire Straits są dinozaury, kobziarze, hazard, kryzys finansowy i niewiara w siebie...
We wrześniu ukazał się jego ostatni album „Get Lucky” związaną z nim trasę koncertową
artysta rozpocznie 23 czerwca 2010 w Manheim, tamtejszej Hali SAP.

Panie Knopfler, jak świętował Pan swoje 60- te urodziny?
Knopfler: Niezbyt hucznie. Zwyczajnie, ponieważ nie ruszają mnie wielkie sprawy (imprezy)Posiedzieliśmy razem z kumplami i przyjaciółmi, Otwarli butelkę wina.
Więc niczego nie wysadziłem w powietrze.

Jak traktuje pan swój wiek: jest pan z niego dumny, czy podsuwa przed oczy czas własnego
przemijania
Knopfler:Z tym nie mam żadnego problemu. Wydaje mie się, że często zapominam ile mam lat.I zdarzyło się że poleciałem do Grecji na urlop, nie pamiętając o swoich urodzinach.
To wcale nie jest wielka rzecz. Jedyne, co jest ważne, to być odpowiednio silnym na nowy okres życia. I tak czuję się z moimi 60cioma latami.
I to samo chciałbym o sobie móc powiedzieć kiedy będę miał 70 lat. Chcę być zabezpieczony na następne 10 lat. Myślę, że to najlepszy sposób podejścia do starości.

Dlatego na scenie tylko woda i herbata- a w czasie wywiadu czasem sok pomarańczowy.
Pełnia szczęścia?
Knopfler (śmiejąc się) Z czasem zaczęło mi się już podobać, troszkę potroszczyć się o siebie. Nawiasem mówiąc dotyczy to całego zespołu. Wszyscy dbamy o zdrowy tryb życia.
Ostatniego papierosa wypaliłem przed dwunastu laty..

Z ręką na sercu: czy czuje się pan czasem jak rockowy dinozaur, mniej więcej tak, jak nazwany przez naukowców na na pana cześć Masiakasaurus Knopfleri?
Knopfler (śmieje się) Zupełnie zapomniałem, co to za typ. Ale to znaczy tyle co „rozzłoszczona jaszczurka”. I moim dzieciom bardzo się to podobało. Bo oczywiście, lubiły dinozaury, jak wszystkie dzieci. A jeżeli masz ich tyle jak ja, musisz dość często odwiedzać muzeum przyrodnicze.

I można tam było podziwiać orginał?
Knopfler:Nie, tego niestety nigdzie nie widziałem (śmieje się). I muszę ze wstydem przyznać, że niewiele wiem o tym gatunku, który nazwano moim nazwiskiem.

W przeciwieństwie do tego Pana nowy album stoi cały pod znakiem gier hazardowych.
Z Vegas artwork i specjalnym wydaniem zawierającym żetony do Cassina i kości do gry Jest Mark Knopfler hazardzistą?
Knopfler: Uważam, że w dzisiejszych czasach każdy dąży jakoś do tego, by być szczęśliwym.
To stało się niczym prawdziwy nałóg. Chociaż nie tak bardzo myślałem o Cassinie do gry jak o życiu samym w sobie. Bo aktualnie, przy naszej obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej ludzie nie mogą mieć wystarczająco wiele powodów do szczęścia.I dlatego hazard to znaczy pokusa osiągnięcia przy minimalnym wkładzie ogromej wygranej stała się tak atrakcyjna.
I chociaż sam nie gram, przyglądałem się wielu grającym w pokera. Las Vegasowe – zwierzęta które niczym szarańcza opadają na to miejsce. Niektóre z nich są po prostu niesamowite. Prawdziwie obłąkani (wariaci). To mnie fascynuje.

Więc interesuje się pan pokerem bardziej ze względu na grających, a mniej samą grą?
Knopfler: Dokładnie. I co uważem za jeszcze bardziej ciekawe, granie nie jest dziś nielegalne, kontrolowane przez jakieś mafie czy kartelle, lecz stało się częścią naszego codziennego życia. Przy czym wyścigi konne są największym i najbardziej popularnym sportem na świecie. Po prostu, jest ciągle szalenie dużo ludzi, robiących zakłady, stawiających na konie i mających nadzieję zostać szczęśliwymi. Mimo całego postępu i całej techniki – nic się nie zmieniło.

Symboliczny obraz naszej niemocy : Próba pokonania kryzysu dzięki szczęściu, zamiast
inwestycji czy nowych technologii?
Knopfler: Przynajmniej takie to sprawia wrażenie - ponieważ cieszy się to ugromną popularnością. Przy czym i inne czynniki grają tu pewną rolę: właśnie wszystkie fundusze,
które korzystają z dochodów loterii, by sfinansować publiczne projekty. Co jest wyobrażeniem absolutnie groteskowym. Więc gra się po to, by powstały rzeczy, na które normalnie nie byłoby pieniędzy.

Kiedy był pan ostatni raz szczęśliwym-- by zacytować tytuł pana ostatniego albumu?
Knopfler: Oh, myślę że ogólnie jestem bardzo szczęśliwy. Właśnie co się tyczy nagrania albumu: więc wybór właściwych piosenek, opracowanie ich, potem sesje nagraniowe z całym zespołem. To funkcjonowało cudownie. Znaczy: całkiem bezproblemowo.
I album sam sobie jest wyważony. Dokładnie jak ja. Bo jestem ogromnie szczęśliwy z studio, które wybudowałem.

Chodzi o British Grove Studios, które urządził pan w zachodnim Londynie?
Knopfler:Zgadza się. Pracowanie tam jest przyjemnością. Powinienem to zrobić już przed laty. To znaczy, nie bywam tam, jeżeli nie mam czegoś do nagrania. Dlatego zagląda tu też wielu artystów, co jest miłe. I wygrywa (studio) coraz więcej nagród i wyróżnień.
I kiedy tam pracuję, nie towarzyszy mi stale to uczucie, że ktoś mnie wkrótce znowu wyrzuci, bo skończył się mój czas. Co jest też dużym plusem (śmieje się)

Powstaje pytanie: dlaczego nie zrobił pan wcześniej tego kroku?
Knopfler: właśnie. Ale tak to już ze mną jest, zawsze jestem spóźniony o 20 lat. Nie mam pojęcia dlaczego. Ale nigdy nie należałem do szybkich. Obojętnie, o co chodzi. Zapytajcie moją żonę (śmieje się)

Dotyczy to również coraz silniej pojawiających sią w pana muzyce elwmentów goidejskich i celtyckich. W końcu nie były nigdy tak silnie obecne jak na tym albumie....
KnopflerJęzyko prostu rozszerzyłem trochę instrumentarium. Z John McCusker na skrzypcach.
On jest stałym członkiem naszego zespołu, ale nie był jeszcze w studio. Tym razem gra na skrzypcach i flecie. Do niektórych utworów dołączyłem jeszcze Phila Cunninghama na akordeonie. Tak samo jak Michael Mc Goldrick, który jest fenomenalnym flecistą. To jeszcze bardziej poprowadziło utwory w tym kierunku.

Nie obawia się pan, że publiczność odbierze pana jako zbyt folklorystycznego?
Knopfler; Ach, jeżeli jako muzyk, artysta albo nie wiem kto jeszcze miałbym kierować się tym, co podoba się ludziom, grałbym prawdopodobnie jeszcz ciągle z Dire Straits. (śmieje się). Jestem tego całkiem świadomy. Ale hej, to jest przeszłość,a ja nie nie chcę zostać w tym samym miejscu, chcę się dalej rozwijać. I też spróbować zrobić rzeczy, które być może spowodują uniesienie brwi lub otwarcie ust. Dlaczego nie? Każdy rodzaj reakcji jest lepszy niż jej brak. By to tochę zrelatywitować- korzystam tylko z fletów, żadne kobzy (dudy?)



Gzie leży przyczyna pana wytrwałości dotyczącej wydawania albumu w dwuletnim takcie?
Knopfler:Nie podążam za jakimś ustalonym planem czasowym, czy pracuję na akord.
To wydaje się wyznaczać rytm w którym nagromadziłem dostatecznie dużo piosenek.
Chociaż stale zbieram i piszę. Właściwie nigdy się nie wyłczam. I za każdym razem kiedy coś mi wpadnie, zapisuje to. Po prostu, inaczej bym to zapomniał.

Dlatego czasami odbieranyjest pan jak nowoczesny bajkowy wujek, rozkoszujący się w starych historiach, jak „ Before Gas And TV” o czasie, kiedy nie było jeszcze żadnych aut, prądu, TV, a za to więcej rodziny i szczęśliwy świat. Jest pan nostalgikiem?
Knopfler: To zależy. Naturalnie, nie chcę podważać osiągnięć nowoczesnej techniki.
Jak, kiedy w najkrótszym czasie może przenieść mnie z miejsca A na miejsce B. Czy kiedy mogę stworzyć ciekawe dzwięki. Ale jednocześnie jest we mnie coś, co tęskni za starym teatrem, takim półokrągłym, siedzeniami, widzami, i kimś, kto stoi na scenie i śpiewa jakąś piosenkę. To coś podstawowego. Dlatego budujące jest spostrzeżenie, że mimo wszystkich problemów jakie mają wykonawcy ze sprzedażą swoich płyt, interes związany z koncertani na żywo ma się dobrze. Ludzie chcą ciągle zobaczyć coś prawdziwego.
To czyni mnie szczęśliwym. Tak samo jak fakt zobaczenia wielu starych wykonawców, którzy ciągle jeszcze przyciągają masy ludzi.

Ma pan na myśli Genesis, The Police ale również Led Zepppelin?
Knopfler: To są ogromne ilości ludzi, które znowu się jednoczą.I to rozumię. Po prostu, to musi być bardzo wciągające. Nawet wtedy, kiedy nie masz już takiego dochodu, do jakiego byłeś wcześniej przyzwyczajony. Właśnie, bo ludzie nie kupują tyle płyt. Dlatego pieniądze daje gra na żywo. Chociaż dla mnie jest to raczej coś, co robiłem już zawsze. Za każdym razem, kiedy wydaję album, wychodzę ze studia i koncertuję. Po prostu, robię to bardzo chętnie I dlatego, że jestem do tego przyzwyczajony.

Pieniądze nie grają żadnej roli?
Knopfler: sam jestem najprawdopodobniej w sytuacji, że muszę to robić.Chociażby dla utrzymania mojego studia. (śmieje się) Mimo to, sprawia to ogromną radość. Wiem że nie mogę koncertować tak, jak robiłem to wcześniej.Czyli cała sprawa z Dire Straits, która zawsze była zbyt wielka, zbyt długa, i zwyczajnie było tego za dużo. Ostatnio bywam w trasie raczej w czasie wakacji – z powodu dzieci.

Kiedy ostatnio John Illsley zagadnął pana w sprawie reaktywacji Dire Straits – pan odmówił.
Knopfler: Tak, już przed paroma miesiącami graliśmy razem z Johnem. Okazją były jego 60te urodziny, i wydane wielkie party, na które byłem zaproszony zarówno ja, jak i dawni chłopcy. Muszę przyznać sprawiło mi to ogromną satysfakcję, zagrać jeszcze raz ze starym zespołem. Nie ma sprawy. I lubię grać tamte piosenki, kiedy teraz koncertuję. Te, które teraz gram, uważam w dalszym ciągu za świetne, inne za to – nie. Na przykład . „Money For Nothing” nie mogę już więcej słuchać. Zaś „Brothers in Arms” i „Romeo und Juliet” podobają mi się jeszcze bardziej niż dawniej. Takich jest więcej, choćby „Sultans Of Swing”

Pod jakim warunkiem zgodziłby się pan na występ z Dire Straits?
Knopfler: Jedynie, jak można by to zrobić, i jak - mógłbym chcieć to zrobić-
byłoby w ramach jakiegoś koncertu charytatywnego. Ale nawet wtedy, koszty wstępne byłyby obromnie wysokie. Czyli próby, scena, światło i wszystko inne.Wtedy byłby od razu nacisk obowiązkowego zagrania odpowiednich piosenek, aby tylko zwróciły się koszty.

A tak zwyczajnie dla zabawy?
Knopfler:Nie, niemożliwe. Nie do zrobienia.Wtedy oprócz całej logistyki jest jeszcze czynnik czasowy, który dla mnie odgrywa coraz większą rolę. Właśnie: ile zrabuje mi to z tego, co chcę zrobić jako następne? Dlatego koncentruję się bardziej na tym co jest przede mną, miast tylko oglądać się do tyłu.
Odpowiedz
#15
Super sprawa, dzięki za tłumaczenie, Marek! Wiem dobrze ile czasu to zajmuje Oczko.
...Well He's a big star now but I've been a fan of his for years,
the way he sings and plays guitar still brings me to tears...
Odpowiedz
#16
Świetne Marku (Dziadku )- dzięki wielkie !!

[Obrazek: macsa.gif]
Odpowiedz
#17
Danke Schoen !!!!!!!!!!!!
Dziadku to dla Ciebie ode mnie. Jesteś wielki.
We are the sultans of swing...
Odpowiedz
#18
Dzeiki dzadku, choc zaczalem czyta po niemiecku a tu po polsku

mam tez tekst o marku z Frankfurte allgemeine zeitung, ktory sie okazal w dniu urodzin Marka "Der Onkel mit der Gittare" musialbym to przetlumaczyc albo jakos wrzucic tu, ale jeszcze nie wiem jak Uśmiech

Artykul ten wogole jest z rubryki "Die Personalien der Woche" czyli osobowosci tygodnia, ludzie tygodnia
moze kiedy potlumacze i wrzcue ale na razie czasu mam nie za duzo.
Odpowiedz
#19
Marek przeczytalem z otwartą gębąUśmiech Wielkie dzięki. Bardzo dobry i ciekawy wywiad.

"Ale tak to już ze mną jest, zawsze jestem spóźniony o 20 lat. Nie mam pojęcia dlaczego. Ale nigdy nie należałem do szybkich. Obojętnie, o co chodzi. Zapytajcie moją żonę (śmieje się)"

Uśmiech To prawie fragment o mnieUśmiech

"...Ale jednocześnie jest we mnie coś, co tęskni za starym teatrem, takim półokrągłym, siedzeniami, widzami, i kimś, kto stoi na scenie i śpiewa jakąś piosenkę. To coś podstawowego..."

A to trochę o nas kiedy już będziemy we Wrocławiu 2 lipca 2010 rokuUśmiech I chyba "Money For Nothing" nie będzie. Dzięki Bogu Mark cieplej mysli o "Brothers In Arms" czy "Romeo And Juliet"

Generalnie kapitalny wywiad.
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz
#20
Żeby nie uciekło. Moim zdaniem świetny wywiad w BBC Radio 5

http://www.bbc.co.uk/iplayer/console/b00nsjfm
Something's going to happen
To make your whole life better
Your whole life better one day
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Wywiady Z Markiem - Macie Jakies Adresy? numitor 8 4,141 21.02.2006, 16:30
Ostatni post: Robson

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości